sobota, 6 czerwca 2015

Joanna Jodełka. KAMYK.

Dobre recenzje tego kryminału nie przekonały mnie do tej lektury, która po kryminałach skandynawskich wydała się mdła i bez polotu.

Spisek dla korzyści majątkowych i uwikłanie się w tę kryminalną aferę kontrolującego firmę Daniela to właściwie cała treść tej książki.

Daniel jest dystyngowanym, zdystansowanym i eleganckim typem samotnika, który przez przypadkowy zbieg okoliczności stał się opiekunem niewidomej córeczki pracownicy firmy.

I ta właśnie dziewczynka ze swoim wyjątkowym słuchem i charakterem ożywiła akcję książki i pozwoliła rozwikłać tajemnicę morderstwa.

Jednak pozostaję przy swoim zdaniu że to nie jest  kryminał z "górnej półki ".




Zadie Smith. Londyn NW.



NW - to kod pocztowy jednej z dzielnic Londynu - dzielnicy zamieszkałej w większości przez obcokrajowców. Są to i afrykańczycy, i latynosi już w drugim pokoleniu, a także przybysze z Somali, Indii, a nawet emigranci z Europy.

Nie przypadła mi do gustu ta opowieść o młodych ludziach szukających swego miejsca w życiu, zazwyczaj bez powodzenia.

Najbardziej z grupy dawnych przyjaciół zdolna i niezwykle pilna, wytrwała, uparta i dociekliwa Keisha - Natalie kończy studia prawnicze i zdobywa pozycję społeczną, ale jej zachowanie poza pracą pozostawia wiele do życzenia.

Za dużo  na mój gust jest-  w tej podobno doskonałej współczesnej powieści - narkotyków, alkoholu, seksu, aborcji i kłamstw, oraz szukania  wyuzdanych "doznań" w portalach internetowych.

Sam tok opowieści o poszczególnych młodych ludziach też nie jest logicznie połączony czasowo,
a rozmowy pomiędzy nimi są niezbyt ciekawe i  ich styl pozostawia wiele do życzenia.


Magda Szabo. Tajemnice ABIGEL.

Ukochana jedynaczka Gina - rozpieszczana przez ojca i nianię nagle zostaje przez ojca (generała armii węgierskiej) wywieziona do peryferyjnego miasteczka na pensję dla dziewcząt. Dla niej jest niezrozumiała decyzja ojca, bo przecież dotąd prowadziła życie beztroskie, a teraz spotkała się z nadzwyczaj surową dyscypliną i regulaminami pełnymi zakazów i nakazów tym bardziej, że jest  to szkoła podlegająca władzy kurii biskupiej.

Jest rok 1944 - rok trudny dla wychowawców i wychowanek - (chociaż pensjonarki nie zdają sobie z tego sprawy), bo przecież trwa wojna i widać wszędzie obecność wojsk faszystowskich.
Ciekawa i sympatyczna, to pozycja literacka opowiadająca o przygodach, tajemnicach i relacjach pomiędzy dziewczętami, nauczycielami i nadzwyczaj nietolerancyjnym dyrektorem.

W ogrodzie przy internacie stoi piękna, stara rzeźba tajemniczej Abigel, która wg niepisanej tradycji od lat pomaga w kłopotliwych sytuacjach pensjonarkom i o dziwo to się ciągle sprawdza.
Trudne są początkowe relacje Giny z koleżankami. Wciąż się buntuje, ale do czasu.
Jest też ciekawy wątek o węgierskim ruchu oporu - w stosunku do nazistów; tylko są to działania bardzo tajemnicze i zagadkowe.  Dopiero zaskakujące rozwiązanie na zakończenie powieści pozwoliło  poznać tych dotychczas anonimowych  i odważnych ludzi..

Magda Szabo, to współczesna węgierska pisarka (1917 - 2007) bardzo poczytna i doskonale opisująca realia panujące na Węgrzech w tych trudnych minionych już czasach.

Warta przeczytania, chociaż można ja określić jako powieść dla młodzieży - mnie odpowiada i  treść i sposób podania czytelnikowi  cząstki historii Węgier.


środa, 18 marca 2015

Wiesław Myśliwski. Widnokrąg.

Tak jak i w innej powieści Myśliwskiego jest wieś polska i przedmieście Sandomierza - Rybitwy - już nieistniejące, położone niziutko w dolinie, do której z centrum trzeba było zejść bardzo niewygodnymi i stromymi schodami.
Ten sam okres naszej historii (czyli od końca lat trzydziestych do nam współczesnych), tylko że widziany oczyma Piotrusia, później Piotra, a na koniec Pana Piotra.

We wsi rodzinnej matki Piotrusia, w której chronią się w czasie wojny rodzice z kilkuletnim Piotrusiem, mieszkają dziadkowie i dwaj wujkowie z żonami. Front zmusza ich do kolejnych ewakuacji i opuszczania chałupy, ale zawsze wracają i zaczynają od nowa gospodarzyć na swoim, a Piotruś z rodzicami przenosi się na Rybitwy.

Życie dziadków, rodziców, sąsiadów i ich relacje z żołnierzami rosyjskimi, którzy długo przebywali na sandomierskiej ziemi zanim ruszył front na zachód - to wspomnienia Piotrusia.
No i są panny Ponckie - sąsiadki (a przy tym panny lekkiego prowadzenia) i ich cudowne tanga - co nie przeszkadzało ani rodzicom, ani rozpieszczanemu przez nie Piotrusiowi.

Ile postaci - tyle przeróżnych charakterów, wiele istnień ludzkich, które przewinęły się przez życie Piotra i wiele historii niedopowiedzianych i niewyjaśnionych do końca przez autora.

Zmęczyła mnie ta specyficzna książka i jej 596 stron i niejednego czytelnika mogą zanudzić tasiemcowe monologi matki na temat zgubionego przez Piotrusia buta, niekończące się opowieści ojca - byłego oficera - o bitwach, wojnach, i to tych najdawniejszych, i bardziej współczesnych, czy też "wściekłe" bezsensowne próby dochodzenia do PRAWDY - wujka Władka.

A historia samego Piotrusia, później zakochanego w Annie, Piotra - jego spoglądanie na widnokrąg z rynku sandomierskiego, czy też Pana Piotra z kilkuletnim synkiem Pawłem spoglądającego na widnokrąg, gdzie morze spotyka się z niebem - to wspomnienia trochę melancholijne, trochę dziwne i oczywiście, jak to u tego autora, niewyjaśnione do końca.

Trudno jest polecać i recenzować książkę, która, pomimo wielu walorów, nie jest łatwa w czytaniu i w odbiorze, bo to po prostu " człowiecze życie"- i nawet nie wiem czy spełnione?


Jerzy Pilch. Pod Mocnym Aniołem.


Ta książka to właściwie odbicie na jej kartkach zmagania autora z własnym uzależnieniem od alkoholu.

Tak jak dziadek i ojciec ON też pije i to w ilościach nieprzeciętnych.W zależności od sytuacji społeczno-politycznej, od zwykłej "bałtyckiej" do lepszych gatunkowo alkoholi.

Pije dzień, tydzień, miesiąc aż do osiemnastego, kolejnego pobytu na tzw."detoksie"dla pacjentów na oddziale otwartym zakładu psychiatrycznego.Tutaj można przyjść samemu i wyjść z niego dobrowolnie. Pomimo wysiłków doktora Granady i terapeutów (np. Mojżesza czy Violi) niezwykle rzadko to uzależnienie da się wyleczyć, jedni wracają do nałogu natychmiast, a niektórzy wybierają samobójstwo, bo mając za sobą już niejedno delirium, jak trzeźwieją to nie są już sobą.

Autor nie użala się nad własnym losem i nałogiem, ale jak zwykle z ironią i wisielczym humorem opisuje siebie i poszczególnych "pensjonariuszy" detoksu nadając im ksywki odpowiednie do ich charakteru i wyglądu.

Jest Królowa Kentu, Don Juan Ziobro, Przodownik Pracy Socjalistycznej, Odkrywca Kolumb czy Fanny Kapelmaister.

Różny jest przekrój społeczny tych wyjątkowych pacjentów, ale zawsze to samo uzależnienie.
Jak autor jest trzeźwy to pisze i to nawet dla potrzeb terapeutycznych tzw. odczucia dla poszczególnych pacjentów - jak zwykle z poczuciem specyficznego humoru.

"Pod Mocnym Aniołem" to nazwa knajpy w pobliżu miejsca zamieszkania Pilcha i właśnie pod tym tytułem został nakręcony film z Robertem Więckiewiczem w roli głównej, a sama książka została uhonorowana literacką nagrodą NIKE w 2001 r.

Świetne są "wstawki" pomiędzy rozdziałami: z PSALMAMI i literackimi wyjątkami pióra znanych pisarzy na temat alkoholu.

Czytałam z dużym zainteresowaniem, próbowałam zrozumieć, współczułam i przeżywałam - tym bardziej, że kiedyś ktoś z mojej rodziny też wpadł w szpony tego piekielnego uzależnienia, ale po przekroczeniu bariery ludzkich możliwości już się nie podniósł.

Wszystkie książki Pilcha są doskonałe, świetnie napisane, nietuzinkowe i warte przeczytania! 
Dlatego szczerze polecam.

Wiesław Myśliwski. Kamień na kamieniu.

Książka ta to opowieść o wsi polskiej przed, w czasie, i po II Wojnie Światowej.
Wieś - biedna, zacofana, z małymi gospodarstwami nie mogącymi nawet wyżywić swoich właścicieli, położona gdzieś na południu kraju.

W takiej właśnie wsi urodził się, dorastał i zestarzał się Szymon Pietruszka, jeden z czterech braci.
On jest narratorem opisującym wszystko co się działo w tej wsi na przestrzeni kilkudziesięciu lat.
Sam jest łobuzem, lekkoduchem, bałamutem, nieposłusznym synem i nieznającym strachu czy pokory przystojniakiem. Uwodzi dziewczyny, bawi się do upadłego na wiejskich zabawach i pije, pije, pije do zatracenia, a przy tym bierze udział w bijatykach (nie raz kończących się tragicznie).

Jest inteligentny, silny i niebywale odważny, dlatego też idzie na wojnę i nawet zostaje oficerem później w partyzantce stając się legendarnym bohaterem. Niejeden raz ciężko raniony nadal jest lekkoduchem i niepokornym pięknisiem, chociaż już nie ma takich zabaw ani takich szaleńczych tańców - oberków i polek, ani takich chętnych dziewcząt jak przed wojną.

Po wojnie ima się różnych "ZAJĘĆ" - jest urzędnikiem udzielającym ślubów cywilnych, milicjantem i nawet kierownikiem punktu skupu obowiązkowych dostaw - tylko nie rolnikiem- bo nie cierpi pracy na roli. Jednak gdy bracia kolejno odeszli do miasta w poszukiwaniu lepszego życia, zmuszony został do zajęcia się upadającym gospodarstwem. Przegapił swoją szansę i został samotny, okaleczony po wypadku i biedny. Chce jedynie po sobie zostawić rodzinny grób na wiejskim cmentarzyku i ten właśnie wątek rozpoczyna i kończy tę opowieść o jednym życiu, jakże niepotrzebnie roztrwonionym.

Ma jeszcze misję do spełnienia, bo powrócił do wsi jego brat Michał - kiedyś rokujący wielkie nadzieję rodziców, teraz całkowicie uzależniony od Szymona - chory, po niewyjaśnionych tragicznych przejściach, milczący i odizolowany od reszty świata i nim musi się zająć.

Taki świat jak w tej opowieści już nie istnieje. Chyba nikt z młodego pokolenia nie będzie zainteresowany tego rodzaju literaturą  - ale ja, która też przez dzieciństwo, młodość i dorosłe życie przeżyłam wiele zmian społeczno - politycznych odnalazłam w tej książce realia dawno zapomniane.
A to "NOWE" co przyszło na wieś jakoś nie poprawiło życia na dużo lepsze w tych pięćdziesiątych latach bo ani szosa przez wieś, ani gumowe koła u wozów nie zmieniły mentalności jej mieszkańców.

sobota, 28 lutego 2015

Zygmunt Miłoszewski. Ziarno prawdy.


Jak zwykle o tego autora to pozycja z górnej półki, a do tego osadzona treść w naszych polskich ( nie zawsze za bardzo chlubnych realiach codziennego życia) realiach.

Pan Prokurator Teodor Szacki w roli głównej obejmuje śledztwo w SANDOMIERZU i to w nie lada jakiej kryminalnej zagadce. Okrutna, bezsensowna śmierć szanowanej ogólnie działaczki społecznej -to dopiero poczatek horroru z rosnącym antysemityzmem w tle.

Odzywaja się dawne "upiory" czyli  jeszcze drzemiące w społeczeństwie zabobony, przesądy i inne kompletne bzdury na temat mordów rytualnych popełnianych przez Żydów i jakże mroczna przeszłość tych regionów.

Tymczasem jeszcze dwa podobnie okrutne morderstwa wprowadzają chaos w śledztwie i chociaż tzw. układanka zaczyna już trochę pasować, jednak Pan Prokurator dalej drąży - aż do skutku. Dobrze zapamiętał Pan Teodor słowa starego prokuratora, że wszyscy kłamią. Istotnie. To właśnie skłoniło go do przyjęcia innego punktu widzenia wszystkich okoliczności zbrodni.

Piękny ten SANDOMIERZ ze swoimi uliczkami, starymi zabytkami, wiosenną zielenią i bardzo tajemniczymi podziemnymi labiryntami. Po niezbyt ładnie opisywanej w poprzednim kryminale
Warszawie, Sandomierz wypada świetnie, porównywalny jest do miast i zabytków Toskanii.

Jak i w poprzedniej powieści, notki prasowe poprzedzają kolejne rozdziały obejmujące okres od 15-ego do27-ego kwietnia 2009 roku - czyli okres od pierwszj zbrodni do wykrycia sprawcy ( żeby to nie była fikcja literacka to by było wspaniałe osiągnięcie naszej prokuratury). Subtelna polityczna ironia dodaje specyficznego smaczku tej rodzimej pozycji kryminalnej.

Sama też byłam kilkakrotnie w Sandomierzu i byłam zauroczona tym miastem  jego starą piękną zabudową malowniczym położeniem,  no i oczywiście tajemniczymi podziemiami - a teraz jakże inaczej widzę te podziemia i rolę jaką odegrały w fabule tej książki! Ale jakże ciekawą rolę i z jakim dreszczykiem emocji! Chyba każdy weźmie Ziarno Prawdy do ręki kto lubi czytać i  na pewno się nie zawiedzie... Warto - naprawdę warto!


//Fotografia: Krzysztof Peczalski